Iceland_manu

środa, 8 lutego 2017

Wenecja - dziennik z podróży cz.I

Pospaliśmy nieco dłużej i musieliśmy jeszcze chwilę poczekać, by zapłacić za nasz apartament i nie myśleć już o tej należności. Oczywiście jak to we Włoszech, zdążyłam zagadać się już z Panią sprzątaczką i właścicielem.

Ruszamy! Na początek idziemy na sławny szklany most, który jakiś czas temu był numerem 1 w faktach, bo gdy pokrył się szronem ludzie pokonywali go na czworakach. Most sam w sobie najpiękniejszy nie jest, ale to dość ciekawa, nowa wenecka konstrukcja.



Przy okazji odwiedzamy największy supermarket w mieście kupując niezbędne minimum i ruszamy dalej.
Idziemy uliczkami, mostkami, gubimy się i zawracamy, ale i tak mamy z tego niezwykłą frajdę.


Niestety zaczyna padać. Nie podajemy się!
Docieramy na początek do chyba jednego z dwóch najsławniejszych mostów w Wenecji - Rialto. Faktycznie jest piękny, a widok z niego na Canal Grande i setki zaparkowanych gondoli robi wrażenie. Niestety mgła i brak słońca psuje nieco widok, ale i tak jest cudnie.



Rozpadało się na dobre...
Chwilę później zatrzymujemy się na kawkę i pizzę. Odpoczywamy, nieco suszymy nasze kurtki i ruszamy dalej.
Dreptamy jeszcze kilka chwil i nareszcie docieramy pod Most Westchnień. Choć nie da się na niego wdrapać, ludzi jest tu cała gromada. Most jest ukryty niepozornie pomiędzy dwoma budynkami tuż obok placu świętego Marka. Łączy Trybunał Kryminalny z więzieniem. Sam most służył do doprowadzenia więźnia przed trybunał i skazaniu ich. Nie bez przyczyny nazywa się mostem westchnień, bo chyba każdy skazany zadumany nad swoim losem ma prawo sobie westchnąć.



Wracamy na Plac św. Marka i cieszymy się jego pięknem. Robimy zdjęcia, dużo zdjęć. Mimo iż woda chyba wlewa się już nam za kołnierze. Wystarczy!








Uciekamy do naszego apartamentu. Niestety okazuje się to bardziej skomplikowane niż wydawało się na początku. Gubimy się kilka razy, pytamy tutejszych o drogę. Spotkamy dzięki temu przemiłych i pomocnych ludzi.

  

Po pewnym czasie docieramy na miejsce.
Większość naszych ubrań ląduje na grzejniku, a my przed telewizorem i pod kołderką.
Wieczorem robimy nocne podejście spacerowe, ale leje jeszcze mocniej niż rano, więc po pół godziny odpuszczamy i wracamy napić się Corony w naszym przytulnym schronieniu.

6 komentarzy:

  1. Wenecja jest piękna nawet przy szarym pochmurnym niebie. Jednak w strugach deszczu bym jej nie chciała zwiedzać. Cieszę się, że jednak podziwiacie ją i podoba się, bo ma co :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Deszcz nam nie straszny, choć na pewno było by znacznie przyjemniej zwiedzać ją w słońcu. Następnym razem się uda! :-)

      Usuń
  2. My zwiedzaliśmy Wenecję w upale i z wózkiem, bo Karolcia miała wtedy 3 miesiace. Sama nie wiem co lepsze skwar czy deszcz. Najważniejsze jednak,że humory Wam dopisywały :). Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Humory były wyborne, ale troszkę żałujemy, bo mieliśmy popłynąć na wyspę i jeszcze tam pozwiedzać.

      Usuń