Iceland_manu

wtorek, 21 listopada 2017

Czemu na Islandii nie ma Mikołaja?

Wszędzie mamy czerwonego Pana z długą białą brodą roznoszącego prezenty i zwanego Świętym Mikołajem, więc czemu na Islandii nie ma Mikołaja i kto tak naprawdę roznosi dzieciom prezenty?

Ten islandzki zwyczaj bardzo mnie zaskoczył, a jednocześnie zauroczył. Chciałam Wam dziś o nim opowiedzieć nieco więcej.

Świąteczne Trole, bo o nich mowa,  pochodzą z islandzkiego folkloru. Na samym poczatku ich liczba i wygląd różniły się w zależności od lokalizacji geograficznej. Łączył ich żartobliwy wygląd, który pozostał do dziś.

Przez jakiś czas były mocno zapomniane. Przychodziła nowoczesność, odchodziła tradycja. Dokładnie tak samo, jak dzieje się dziś.

W roku 1932 w popularnej książce o Bożym Narodzeniu został opublikowany wiersz "Jólasveinarnir". Poeta Jóhannes úr Kötlum opisał w nim trzynastu chłopców - troli oraz ich osobowości i wygląd. 
Tych 13-stu chłopców było nieco złośliwych, a nawet przejawiali cechy przestępców (złodziejstwo, napastowanie). Wszyscy mieli imiona obrazujące ich najbardziej wyraziste cechy. Byli synami górskich troli Grýla i Leppalúdi.


Ten kot ze zdjęcia nazywany jest bestią i podobno zjada niegrzeczne dzieci, którym nie należy się świąteczny podarunek.  
Tak bardzo wiersz natchnął Islandczyków, że ponownie sięgnęli do korzeni i folkloru. Od tamtej chwili 13-stu chłopców zagościło w Świątecznej tradycji i do dziś dzień dzieci czekają, aż przyniosą im prezenty.
Zostawiają skarpetkę zawieszoną na klamce lub kapcie na parapecie okiennym, by trol - jeden z 13-stu, włożył do niego prezent. 
Tradycja znów stała się żywa i co roku dzieci wyglądają już od 12 grudnia swoich prezentów.

piątek, 10 listopada 2017

Hostel kapsułowy w Reykiaviku

Dziś pokaże Wam moje odkrycie - hostel kapsułowy.

Gdy rezerwowałam łóżko w hostelu, jakieś pół roku przed wyjazdem, nie miałam pojęcia że rezerwuje kapsułe.
Widziałam już takie hostele u innych blogerów, ale zazwyczaj zdjęcia pochodziły z Azji.
Tym razem chodzi o Europę, a dokładnie o stolicę Islandii czyli Reykiawik.
Nocleg wybrałam ze względu na cenę. Pół roku przed wyjazdem wyszło mnie 125zł za dobę, a do tego Asia mogła spać ze mną bez dodatkowych kosztów. Pomyślałam, że w tak drogim kraju jak Islandia taniej na pewno nie znajdę.
Po 9-dniowej podróży autem i spaniu w śpiworkach na dechach marzyłam o łóżku.
Na recepcji otrzymałam plastikową kartę do pokoju, więc nie wzbudziło to mojego podejrzenia. Uprzejmy Pan oprowadził mnie po hostelu. Na początek super wyposażona kuchnia i półka z bezpłatnym jedzeniem pozostawionym dla innych przez żegnających się z wyspą. Następnie fajna łazienka z prysznicami, sucharką i nawet czepkami do kąpieli. Czyste toalety.
Kręty korytarz i wchodzimy do pokoju. Moim oczom ukazują się blaszane kapsuły i sejfy. Cisza...


Przez 3 dni widziałam tylko 3 osoby. Jakby nikogo tu nie było. Spokój. Jak chciałaś gadać lub siedzieć na necie, to naprzeciwko recepcji były kanapy i wielki telewizor albo zupełnie osobna sala telewizyjna z Xboxem. Kosmos. Gdzie są ludzie?