Iceland_manu

piątek, 10 listopada 2017

Hostel kapsułowy w Reykiaviku

Dziś pokaże Wam moje odkrycie - hostel kapsułowy.

Gdy rezerwowałam łóżko w hostelu, jakieś pół roku przed wyjazdem, nie miałam pojęcia że rezerwuje kapsułe.
Widziałam już takie hostele u innych blogerów, ale zazwyczaj zdjęcia pochodziły z Azji.
Tym razem chodzi o Europę, a dokładnie o stolicę Islandii czyli Reykiawik.
Nocleg wybrałam ze względu na cenę. Pół roku przed wyjazdem wyszło mnie 125zł za dobę, a do tego Asia mogła spać ze mną bez dodatkowych kosztów. Pomyślałam, że w tak drogim kraju jak Islandia taniej na pewno nie znajdę.
Po 9-dniowej podróży autem i spaniu w śpiworkach na dechach marzyłam o łóżku.
Na recepcji otrzymałam plastikową kartę do pokoju, więc nie wzbudziło to mojego podejrzenia. Uprzejmy Pan oprowadził mnie po hostelu. Na początek super wyposażona kuchnia i półka z bezpłatnym jedzeniem pozostawionym dla innych przez żegnających się z wyspą. Następnie fajna łazienka z prysznicami, sucharką i nawet czepkami do kąpieli. Czyste toalety.
Kręty korytarz i wchodzimy do pokoju. Moim oczom ukazują się blaszane kapsuły i sejfy. Cisza...


Przez 3 dni widziałam tylko 3 osoby. Jakby nikogo tu nie było. Spokój. Jak chciałaś gadać lub siedzieć na necie, to naprzeciwko recepcji były kanapy i wielki telewizor albo zupełnie osobna sala telewizyjna z Xboxem. Kosmos. Gdzie są ludzie?

Sypiam w hostelach, bo kocham kontakt z ludźmi i długie pogaduchy. Tu nie było na nie szans.


Jednak co do samej kapsuły. Każda jest na tą samą kartę, jaką odbijamy wchodząc do pokoju. Nie wejdziesz zatem po znajonego czy znajomą jeśli dostałeś przydział w innym pokoju.
W kapsułach były telewizory, ale niestety nie były podłaczone. Może było by zbyt głośno?
Dostępne były niezliczone ustawienia oświetlenia, od białego do niebieskiego. Lustro, gniazda do ładowania przez USB lub standardowo za pomoca wtyczki, gaśnica (najbardziej rzucająca się w oczy) oraz przycisk blokady drzwi.
Po otwarciu kapsuły uruchamiał się automatycznie wentylator. Można było go wyłączyć, ale wtedy robiło się bardzo duszno i gorąco.
Przestrzeni wewnątrz było dosyć, bo z Asią dałam radę się wyspać.


Moje odczucia?
Dziwnie, choć klaustrofobicznie, to miałam motywacje by nie siedzieć w pokoju.
Minusem był brak jakiegokolwiek wieszaka na ręcznik czy kurtkę. Padało nam przez 3 dni i dosłownie wszystko płynęło. Obok mnie była ławka, więc tam rozwieszałyśmy ubrania. Nie było gdzie ułożyć torby czy plecaka. 
Na szczęście były sejfy, więc cenne rzeczy zamykało się w niewielkiej szafce, a resztę upychało pod kapsułą.
Spało się wygodnie. Rano chodziło się pod recepcje wyjrzeć za okno, bo w naszym pokoju takowego nie było. Ubierało się, jadło śniadanie i szło na miasto. wracało, suszyło jedząc w miedzyczasie obiad i znów szło na miasto. Wracało, suszyło, składało wszystko i szło spać.

Jeśli mimo wszelkich niedogodności podoba Wam się to miejsce, to nazywa się Galaxy Pod Hostel i znajduje na ulicy Laugavegur 172.

Podrzucam Wam także mój kod promocyjny na booking, na którym rezerwowałam hostel.  
Rezerwując z niego swój pobyt oszczędzacie 60zł, które wraca do Was na kartę po odbytym pobycie. Ja także otrzymam 60zł.


PS. Przepraszamy za jakość zdjęć, ale zostały zrobione telefonem. Miały być na nasz użytek, ale odkąd pojawiły się na facebooku, to zalała mnie fala pytań o ten hostel i tym sposobem wylądowały na blogu. Fejsa śledził mąż/tata, który sprawdzał czy wszystko idzie zgodnie z planem i wrócimy o czasie do domu.

4 komentarze:

  1. Patrząc na tą kapsułę zastanawiam się, który z moich lęków jest większy...wysokości, czy lęk przed małymi pomieszczeniami. Nie wiem, czy dałabym radę zasnąć w takiej kapsule, chociaż wygląda ona dosyć ciekawie. No i cena jak na warunki islandzkie jest przekonująca :).Uściski

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie wzięli z zaskoczenia, więc nie mogłam wybrzydzać ;-)

      Usuń
  2. Bardzo podoba mi sie ten wpis. Lubię blogi podróżnicze przeglądać w wolnym czasie. Super podróż. Zazdroszczę :)Pozdrowienia

    OdpowiedzUsuń