rekord_manu

niedziela, 7 czerwca 2015

Barania Góra i moje "dlaczego ludzie chodzą w góry?"

W piątek o 5:00 rano pobudka, a o 8:00 już na starcie niebieskiego szlaku... idziemy, my dwie - Ja Mama i Asia, moja wiecznie niestrudzona 6-latka.
Szlak przewiduje około 2,5h wspinaczki + nasze tempo, przerwa na picie i śniadanie, będzie około 3,5h.


Początek szlaku to świetnie zapowiadająca się ścieżka spacerowa - dodam, że wyasfaltowana, więc wielu wydaje się, że ta Barania Góra to taka wycieczka jak na Morskie Oko.
Sandałki, brak nawet butelki z wodą czy czegoś z dłuższym rękawem, bo przecież słońce jest i ciepło, to co ja się czepiam.




Kilka zakrętów, dobry humor, czasem piwo w ręce...


Dochodzimy to początku piaszczysto - kamienistej ścieżki, gdzie o cóż to za niespodzianka - mamy nawet kałuże i błoto :-)
Jestem może ciut uszczypliwa, ale góry to przecież nie spacer do marketu, a tak to wygląda szczególnie w dłuższy weekend.


Ci wytrwalsi docierają nawet do stoliczków i tablicy informacyjnej, oczywiście często pytając schodzących "a ile to jeszcze na górę?"


Tu pojawiają się pytania "jak dotąd doszedłem, to te ostatnie 30-40 minut też dam radę?"
Tylko nikt nie zastanawia się, jak te sandałki się sprawdzą na kamieniach nie koniecznie pod górę, ale w dół... Widoki owszem piękne, ale ludzie kochani załóżcie chociaż coś co nie pozwoli Wam się poślizgnąć i skręcić kostki i weźcie przynajmniej batona i butelkę wody.


Na szczyt około 11-12stej docierają tylko Ci co rano wstali i przygotowali się do wycieczki. Około 14stej dochodzi kolejna grupa, która albo wolała pospać po wczorajszym grillu albo tak po śniadaniu wpadła na pomysł zdobycia 1220 metrowego szczytu, bo pogoda ładna i takie tam.




Na górze jak widać pusto, ale dobrze nam z tym.
Ta wspinaczka to dla nas nie tyle co świetna zabawa, ale nauka. Jak zachować się w górach, jak podzielić siły. To oglądanie motyli, jaszczurek czy żuczków. Poznawanie ludzi, których warto poznać. To chwile spędzone razem.
I do tego stroma droga w dół, po kamieniach. To spacer na 5-6h, który nie jest wyjściem do parku.
Nie wiem czy wszyscy mnie za ten post znienawidzą, ale uważam, że chodzenie w góry wymaga rozsądku, a niestety chyba nie wszyscy tak to rozumieją.


Pozdrawiam i spokojnego poniedziałku!

7 komentarzy:

  1. Nie ukrywam, że zdecydowanie nie jestem amatorem gór i właściwie w ogóle mnie to nie kręci. Nie znaczy,to jednak, że nie robią na mnie wrażenia widoki, które dzięki górom i z gór są niekiedy niesamowite. W Polsce byłem tylko w Bieszczadach i Górach Świętokrzyskich. Podobało mi się i było fajnie. Jednak jakieś wspinaczki itp. to nie dla mnie :) Pozdrawiam i również spokojnego poniedziałku.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ważne to mieć tego świadomość i cieszyć się małymi wędrówkami - szanuje takie podejście! Brawo!

      Usuń
  2. Jestem tu pierwszy raz i od razu bajkowo. Jestem fanką podróży, choć nie wspinaczek. Nawet promuję questing. Ale pięknych zdjęć zazdroszczę. Będę tu bywać. Pozdrowienia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo mi miło i oczywiście zapraszam! i cieszę się, że moja brutalna szczerość nie odstrasza ;-)

      Usuń
  3. Bardzo lubię chodzić po górach. I niestety często spotykam ludzi w klapkach, sandałach, którzy są wielce oburzeni tym, że na szlaku jest np. błoto :) A przecież takie trasy są najlepsze! Bo jaka to atrakcja wchodzić na szczyt asfaltem albo żwirem...Gratulacje dla dzielnej córki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Agnieszko! Ja również jestem z niej bardzo dumna

      Usuń
  4. Świetna wyprawa! Dzielna córa :)

    OdpowiedzUsuń