Iceland_manu

niedziela, 9 lutego 2014

Moje 16h w Wiedniu, tylko z mapą metra i uśmiechem na twarzy

Podróż zaczęła się 1,5 miesiąca temu, kiedy to kupiłam za przyzwoitą cenę bilet autobusowy na trasie Katowice-Wiedeń-Katowice. W pełni przygotowana, czyli tylko z mapą metra z oznaczonymi przystankami wartymi zatrzymania, euro w kieszeni i paszportem oraz kocykiem do okrycia w autobusie wyruszyłam. Czerwony autobus wypchany był po brzegi, więc wszyscy spaliśmy jak sardynki, ale nikt nie narzekał. Część ludzi wertowała mapy i przeglądała atrakcje, więc widać było, że jedyna i wyjątkowa to ja nie jestem. Cieszy mnie to, bo w końcu więcej podróżujemy.

Wyjechaliśmy o 23:00, a o 6:00 dojechaliśmy do Sudtiroller Platz. Przywitał nas drobny deszczyk. Szybko odnalazłam przystanek metra i zakupiłam bilecik na 24h (koszty na dole posta). Było jeszcze ciemno, ale ryzykując pojechałam do pierwszej atrakcji na mojej liście Pałac Schönbrunn. Ta cudowna budowla pochodzi z przełomu XVII i XVIII wieku, zaprojektował ją Johann Bernhard Fischer dla cesarza Leopolda I. Mówiąc krótko - robi wrażenie!

Na plac można wejść bezpłatnie od godziny 7:30 do 16:30 (w porze zimowej). Jak tam dotarłam do Pałacu był jeszcze cudownie oświetlony, a na placu nie było nikogo. Spotkałam może kilka osób, które tylko przechodziły przez plac, by za chwilkę rozpocząć trening w jego ogrodach (bieganie, chodzenie z kijkami to standard o 6:45 w tym miejscu). Ja oczywiście również poszłam obejrzeć ogrody.

W lato musi tu być niezwykle. Ciekawe rabaty, przycięte drzewa, łuki z winorośli i do tego cudowne altanki.
Dreptając tak po ogrodach po jakiś 30 minutach dotarłam do Palmiarni. 

Ciekawy kształt, równiutko przycięte klomby, szkło i gra porannych kolorów przy wschodzie słońca, to było niecodzienne zestawienie. Dawno nie miałam takich poranków, więc było warto.
Z pod palmiarni udałam się prosto alejką w kierunku Fontanny Neptuna i...
  
...żałowałam, że to nie środek lata, bo wyłączona robi wrażenie, a co to by było gdyby pięknie tryskała wodą. Rzeźby są piękne, a król Neptun wygląda dostojnie. Fontanna stoi u stóp wzniesienia, na które oczywiście podreptałam.

Na wzgórzu znajduje się Glorietta, z której rozpościera się cudowny widok. Ta barokowa budowla została ukończona w 1775 roku. Kiedyś była tu podobno kawiarnia, teraz jest remont. Pewnie jak wrócimy kolejnym razem, kawiarnia znów będzie działać pełną parą.
Ja zamiast kawiarni zaprzyjaźniłam się tu z wiewiórkami, które jadły z ręki i nie bały się ludzi. Wiem, że to dzikie zwierzaki i że nie wolno wyciągać rąk, ale to było silniejsze ode mnie.

Po 4h chodzenia po Pałacowych ścieżkach pora nastała na kolejną atrakcję. Wróciłam zatem na przystanek metra nazwany identycznie jak Pałac i ruszyłam na Kettenbruckengasse (linia U4). Po wyjściu na górę moim oczom ukazał się bezmiar targowej alejki pełnej kwiatów, przypraw, win, warzyw i owoców.


Od drugiej strony roiło się od straganów z wszystkim co ludziom zbywało w domu: kubki, talerze, stare zegary, obrazy, bibeloty, lampy, żelazka, maszyny do pisania, buty i ubrania, koce, szkło i kryształy. Niestety nie zrobiłam zdjęcia, bo ciężko było w takim miejscu wyskoczyć z lustrzanką.

Z targowiska ruszyłam na podbój morza, czyli do Haus de Meres znajdującego się obok przystanku Neubaugasse (linia U3). Budynek Domu Morza pochodzi z II Wojny Światowej. Kiedyś był to schron i miejsce, gdzie znajdowały się działa przeciwlotnicze. Cały budynek ma 11 pięter, w 10 z nich znajdują się ekspozycje, a na ostatnim piętrze mieści się restauracja z przecudnym widokiem na Wiedeń. Miasto można również podziwiać z tarasu widokowego (bez ograniczeń i dodatkowych kosztów). W Aqua Terra Zoo (tak brzmi nazwa z angielskiego) znajduje się ponad 10 tys. gatunków zwierząt: jaszczurek, węży, ryb, pająków, ptaków, małp, krokodyli i innych słodziaków. 




 
Z Haus de Meres udałam się zobaczyć jak wygląda najsławniejsze wesołe miasteczko Wiednia czyli Prater. By się tam dostać wystarczy dojechać do przystanku Messe-Prater (linia U2), obejść przystanek dookoła i popatrzyć przed siebie. Naszym oczom ukażą się szczyty karuzel, diabelskich młynów i kolejek górskich.

 
 W bramie przywita nas gęba szyderczego clowna i napis "Witamy w Prater" - tylko tyle znam z niemieckiego.

Podobno miasteczko zimą jest nieczynne, ale ja tego nie zaobserwowałam. Dużo ludzi przechadzało się uliczkami, a część z nich korzystała z atrakcji: karuzeli, diabelskiego młynu Wienner Riesandrad, którego wysokość wynosi 64,75 metra, a sama średnica koła 60,96 metra. Młyn robi niesamowite wrażenie, ale cena przejazdu także - 9 Euro. Historia koła sięga lat 1766 i jest na pewno kultową częścią miasteczka. Otwarta również była karuzela łańcuchowa, gokarty i kilka karuzel dla dzieci.
Po krótkiej wizycie w miasteczku ruszyłam dalej przed siebie. Tym razem docelowym przystankiem był Rathaus (linia U2). Podreptałam obejrzeć Ratusz.

Ta neogotycka budowla powstała w latach 1872-1883. Zaprojektował go Fiedrich von Schmidt. Na placu ratuszowym urządzone jest gigantyczne lodowisko wraz z lodowymi alejkami. Jest też kilka straganów, z których dobiegają różne zapachy i gra głośna muzyka. Ludzie uśmiechają się i bawią w najlepsze. Super klimat.

Ja jeszcze na moment oderwałam się od tej atmosfery i zanim zapadł zmrok pobiegłam zobaczyć Katedrę Św. Szczepana kilka kroków dalej. Katedra liczy 136,4 metra, a jej późnoromański styl zapiera dech w piersiach. Została wybudowana jako pierwsza świątynia w Wiedniu w latach 1230-1263. W dzień powszedni można zajrzeć do środka, co też uczyniłam. Jest naprawdę piękna i warto ją zobaczyć.

Po obejrzeniu katedry zajrzałam jeszcze pod Ratusz i zmęczona jak nigdy wróciłam na dworzec. Niestety nie ma tam poczekali (największa wada), więc zaszyłam się w McCafe na herbatce i przetrwałam do odjazdu mojego czerwonego autobusu.
Oczywiście nie było szans zobaczyć wszystkiego, ale cieszę się z tego co widziałam. Teraz plan wrócić latem, kiedy będzie cieplej i Asia będzie mogła podrzemać na ławce (by chwilkę odsapnąć).

Dzięki uprzejmości Kuby z bloga http://www.plecakwspomnien.eu/, który pozwolił mi podpatrzeć tabelę kosztów, dorzucam podsumowanie wyjazdu. Jednocześnie zapraszam na bloga Kuby, który zwiedza świat za bezcen i przywozi fantastyczne wspomnienia.

13 komentarzy:

  1. Kasiu powiedz mi jeszcze czy pod tymi atrakcjami- akwarium czy plater są parkingi? Jakbyśmy autem jechali. I czy orientujesz się w cenach?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pod Plater jest parking, ale ceny nie sprawdzałam niestety. Pod Haus de Meters jest podziemny parking (nie wiem jak koszta). Koło Schonbrunn nie zauważyłam typowego parkingu. Ja jednak polecałabym zaparkować na obrzeżach blisko metra za free lub minimalnie płatne i poruszać się metrem. Szybko, cena przyzwoita i wszędzie blisko.

      Usuń
    2. Beata zweryfikowałam i przygotowałam bieżący cennik dla parkingów w miejscach, w których byłam. Mam nadzieje, że pomoże w planowaniu. Pozdrawiam!

      Usuń
  2. Ach Wiedeń. Dla mnie jedna z najlepszych Europejskich stolicy, bardzo chętnie tam wracam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja również chętnie wrócę, bo jeszcze kilka miejsc do zaliczenia pozostało :-)

      Usuń
  3. No widzę wyprawa się udała:) Świetnie to wszystko nam tutaj pokazałaś, a Wiedeń jest fajny....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Aguś! Podglądam i uczę się jak lepiej pokazać ciekawe miejsca, a Wiedeń piękny i niezapomniany - polecam!

      Usuń
  4. haaa, 16h w Wiedniu to i tak dłużej niż moje 8h po nieprzespanej nocy;-) Skoczyliśmy do Wiednia kilka lat temu dzień przed sylwestrem w drodze do Bratysławy;-)
    Niezłym sprintem zaliczyliśmy wszystko z zewnątrz wszystko co w Wiedniu MUST SEE;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja chyba nie dałam rady zajrzeć we wszystkie miejsca, ale było super. Jeszcze tam wrócę, ale zwolnię tempo i zostanę 2-3 dni :-) W samym Schonbrunn byłam 4h i czuję niedosyt. Chciałabym odwiedzić to miejsce raz jeszcze, gdy odpalą fontannę Neptuna.

      Usuń
  5. Wiedeń jest pyszny jak tort Sachera :) Zjadłaś Kasiu - naturalnie w kawiarni Hotelu Sacher, vis a vis Albertiny ?:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety nie miałam okazji, ale celowo. Pojechałam rozeznać się w terenie, by w cieplejsze dni pojechać całą rodzinką. To będzie najlepszy czas na przyjemności :-) Na pewno skorzystam z rady - dziękuję!

      Usuń
  6. W wesołym miasteczku jest jeszcze muzeum figur woskowych, do którego jest zniżka za okazaniem biletu PolskiegoBusa, więc warto tam się wybrać :) Do lodowiska mogę dodać, że jak ktoś stacjonuje tam kilka dni, to warto wybrać się rano na lodowisko i zostać do wieczora - wypożyczenie łyżw, szafka, opłata za lodowisko to koszt max. 10 euro (po oddaniu łyżw zwracają za nie kaucję), a klimat niesamowity.
    Ja byłam w zeszłym roku we Wiedniu w marcu i niestety wiele ciekawych muzeów jest pozamykanych aż do okresu letniego, ale i tak uważam, że było warto! Za bilety polskim busem zapłaciłam tylko 45 zł.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie miałam pojęcia o muzeum figur woskowych, a szkoda - szczególnie że też korzystałam z polskiegobusa :-) Wiedeń myślę, o każdej porze roku jest piękny i ciekawy i da się coś znaleźć by się nie nudzić.
      Ja zapłaciłam za bilet ciut więcej, ale cena nie była straszna. Nie ma to jak udogodnienia dla podróżnych.
      Pozdrawiam,

      Usuń