Iceland_manu

poniedziałek, 30 grudnia 2013

Wrocławskie ZOO

Wiem wiem, ZOO nie jest najlepszym miejscem, bo zwierzęta w klatkach i tak dalej, ale kiedy dzieci mają oglądać dzikie zwierzęta i uczyć się o nich jak nie teraz i nie w ZOO. Właśnie z tego powodu wybraliśmy się w to miejsce tuż po Świętach i w zimowe dni (choć było ponad 10 stopni na zewnątrz). Wydawałoby się, że większość zwierząt będzie w zamkniętych pomieszczeniach, ale tak nie było. Słonie, małpy, lwy i inne biegały po wybiegach w najlepsze i można je było podziwiać w pełnej krasie. Warto dodać, że te wrocławskie zwierzaki mają dużo większe wybiegi niż w Chorzowie, gdzie mieliśmy okazję być. Małpy mają genialny wybieg ze zwalonymi drzewami i mostkami linowymi, zupełnie jak w parku rozrywki. Kozice biegają po kamienistym wybiegu nawiązującym do ich rodzinnych stron. Jest też motylarnia, gdzie można pochodzić wśród latających motyli - niesamowite uczucie. Asia się odrobinkę bała, bo motyle były wielkości dłoni, ale tak czy inaczej wrażenia niezapomniane. Można także zajrzeć do budynku w rodzaju egzotarium, gdzie znajdują się żółwie, jaszczurki, pająki, węże oraz inne dziwne, a zarazem niespotykane zwierzaki. Długo by opisywać wrocławskie ZOO, ale najlepiej go odwiedzić w przyszłe wakacje, kiedy to ruszy dodatkowo Afrykarium. Podejrzewam, że my też tam wrócimy, bo nie tylko ZOO nas urzekło, ale cały Wrocław.




 
















Brak komentarzy:

Prześlij komentarz