Manu_Arktyka

poniedziałek, 1 kwietnia 2019

Dotknąć Atlantyku

Grudzień. Święta. Barszczyk czerwony z torebki i słońce.
Tak wyglądało nasze Boże Narodzenie. Chcieliśmy pojechać w miejsce, które ogrzeje nas choć odrobinkę. Wybraliśmy Portugalię - Porto. Miasto, które bardzo nam się spodobało. Jednak najbardziej spodobał nam się Atlantyk. Cudowny ocean. Szum fal, muszelki, setki muszelek i małży, rozgwiazdy, no i oczywiście błotko - słone błotko.
Metrem do plaży można dostać się w następujący sposób: nieważne jaką linią zaczynamy podróż, kończymy na niebieskiej linii (linia A) na przystanku Matosinhos Sul. Następnie jakieś 500 metrów na nóżkach i jesteśmy już na plaży.



Plaża w Porto jest bardzo szeroka, ale tylko w czasie odpływu. Co jakiś czas znajdują się na niej skałki, na których można odnaleźć setki małych małży. Niestety fale wyrzucają także sporo rozgwiazd. Jeśli odpowiednio szybko wrzucimy je do wody, to uratujemy im życie. Nie trzeba bać się i można na spokojnie wziąć je do ręki. Bądźmy jednak delikatni, bo to żywe stworzenie.

W trakcie naszej grudniowej wizyty, ktoś się kąpał w oceanie, ale mnie osobiście morsowanie nie kręci, więc my raczej korzystaliśmy ze spacerów.


4 komentarze:

  1. cudowne fotki, ale co poradzicie komuś, kto nie może się wyrwać na wakacje w zimie i zostaje mu lato? Porto jest wtedy droższe

    OdpowiedzUsuń
  2. Można śmiało powiedzieć, że blog ten jest bardzo oryginalny, posty napisane w fajny, przystępny sposób dla czytelnika. Pozdrowienia :)

    OdpowiedzUsuń