44europa

Mini Ukraine Family Trip 2016

Nasz minitrip to pierwsze spotkanie z Ukrainą, a dokładniej z Lwowem. To miasto, które bardzo chciałam zobaczyć, ale miałam mieszane uczucia jak poradzę sobie w rosyjsko-pochodnym językowo kraju nie znając ani cyrylicy ani pół słowa po ukraińsku. Udało się!


Dzień 1
Spotkanie z Ukrainą na przejściu w Medyce - Szeginie.
Dwie kontrole graniczne, wbita pieczątka w paszporcie i szok. Namawiający co pół kroku na podwózkę za sto złoty Ukraińcy byli wszędzie. Czułam się nieco osaczona, taszcząc plecak, torbę i Asię za rękę. Po kilku krokach opanowana sytuacja, bo docieramy do busikowego dworca. Kupujemy bilety na marszrutkę, która kosztuje 34 hrywny czyli jakieś 5,20zł za przejazd od granicy do dworca we Lwowie (około 65 km). Tłuczemy się nią jakieś 2h, ale tylko tak można poczuć ten ukraiński klimat i jakość tutejszych dróg.
Lwów wita nas chmurami i po chwili deszczem.
Znajdujemy naszą Panią od mieszkania, meldujemy się, rzucamy bagaże, bierzemy parasole i idziemy do centrum.
Po chwili deszcz ustaje, a my cieszymy się pierwszymi chwilami w mieście.






Na lwowskim rynku jest tak samo jak na krakowskim. Wszystko tętni życiem. Ludzie grają, malują, robią karykatury i zarażają pozytywną pasją innych.
Można by tu zostać dłużej, ale dziś nieco jesteśmy zmęczone, więc wcześniej wracamy na swoją kwaterę.

Dzień 2
Idziemy pod Operę. Po drodze mijamy stare, zapomniane w Polsce samochody i żółte busiki, które tutaj pełnią funkcję autobusów miejskich na zamówienie.



Po chwili docieramy na miejsce. Pięknie!
Szkoda, że nie udaje się wejść do środka (jest wakacyjna przerwa).


Skoro nie da się do środka, to zamieniamy operę na wycieczkę po podziemiach Lwowa z biurem turystycznym Kumpel Tour.
Jednak wcześniej pijemy pyszną herbatkę i obżeramy się sernikiem oraz szpinakowym strudlem w Manufakturze Kawy.


Najciekawsze, że strudle powstają na oczach przechodniów. Niezwykłe widowisko.


Po pysznym posiłku ruszamy w podziemia.



Większość udostępnionych podziemi mieści się w tutejszych kościołach, więc możemy podziwiać także piękne wnętrza.


Odwiedzamy także wynalazców lampy naftowej, a Asia oczywiście przegląda monety pozostawione tam na pamiątkę.
PS. wszystkie pozostały na miejscu :-)


Spacer kończymy już po wycieczce, ponieważ udajemy się na pocztę. Obowiązkowym punktem programu jest wysłanie pocztówek do domu.


Dzień 3
Dziś podziwiamy miasto z góry.
Na początek udajemy się na Wysoki Zamek. Można tu bezpłatnie podziwiać panoramę miasta. Wystarczy tu najzwyczajniej wejść po ciekawych nasypach i schodkach. Widok z góry niezapomniany.



Oczywiście było nam za mało wrażeń, więc podreptałyśmy na drugi punkt widokowy - Ratusz.





Dzień 4
Ostatnie przejście przez miasto by dotrzeć na tramwaj do dworca i ruszyć w stronę granicy.


Moje spostrzeżenia:
We Lwowie bez większych problemów dogadamy się po polsku.
Nie ma tu wojny = jest bezpiecznie.
Tak, łapówki są przekleństwem tego narodu i tak długo jak będą istniały będzie widoczna granica pomiędzy biedą a bogactwem.
Woda ma tu sporo kamienia.
Jedzenie jest pyszne i tanie.
Ludzie są uśmiechnięci, a na targowiskach można kupić piękne pamiątki za drobne, a do tego nikt nas na nic nie naciąga.
Lwowskie hafty są piękne - kupiłyśmy piękną haftowaną białą bluzkę dla Asi na rozpoczęcie.
Na Ukrainie są pyszne słodycze: krówki, lizaki, cukierki z toffi. Mniam
Tak warto tu przyjechać!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz