rekord_manu

sobota, 29 czerwca 2013

Aktywna sobota

Witajcie!

Chwile nic ciekawego się u nas nie działo. Pogoda raczej nie mobilizowała do aktywności. Ciągle lało i było szaro, a dodatkowo temperatura spadła do 12C. Straszne, ale prawdziwe :-)
Dziś odbijamy sobie od rana kilka dni siedzenia w domku. Zaczęłyśmy od wspólnego przygotowania śniadanka.

 
Asia jak widać smarowała kanapki masłem, ja szykowałam wędlinkę i kawkę/herbatkę, a mój mąż scielał po nas łózka. Nie ma to jak zgranie ekipy.


Gdy już wszyscy byli gotowi rozplanowaliśmy weekend. Niestety my dziś we dwie, ale jutro odbijemy sobie rodzinną wycieczką. Mój mąż obiecał wstawić drzwi na działce, więc by mieć to już z głowy pojechał pracować. Kobietki się ubrały i ruszyłyśmy do Bawilandii w dzielnicy Zagórze, Sosnowiec.
Dlaczego tam?
Ponieważ miesiąc temu w konkursie na "eko torbę" Asia wygrała zaproszenie do bawialni i wypadało z niego skorzystać. Bawilandia Kubuś jest bardzo fajna, miła obsługa i super czysto. Jeśli ktoś nie był, a ma niedaleko serdecznie polecamy. Znajdziecie tam dużą część dla starszych dzieciaczków ze zjeżdżalniami, basem z kulkami i torami przeszkód oraz kącik malucha.
Pozostawiam link do stronki z cenami i innymi danymi: http://www.bawilandiakubus.pl/Bawilandia_KUBUS_Cennik.html

 
 Asiulka szaleje jak widać.
 
 
Czerwona zjeżdżalnia okazała się najlepsza.

 
Pani policjantka ;-)

 
i oczywiście wspólne zdjęcie z mamą na pamiątkę.

 
Na koniec Asia młotkowała żabki.
 
Wracając do domku zajrzałyśmy po nowa układankę, ponieważ znów ją wciągnęły klocki. Tym razem wybór padł na auta. Oczywiście pół godzinki w domu i układanka była już cała.

 
Takie rozrywki są znacznie lesze niż TV. Choć mina jest wspaniała i mówi, że nie było łatwo. Sama dała radę, a ja jestem dumna z mojej kochanej pocieszki.
 
Oczywiście to nie koniec dnia, ale czas na drzemkę, więc wrócimy do Was później.
 
Po drzemce było jedzonko i dalej w drogę. Dołączył do nas tatuś i wyruszyliśmy z myślą o karmieniu kaczek na sosnowieckie stawiki. Niestety kaczki się nie zjawiły...
 

Asia była troszkę zawiedziona, ale w koło było zbyt dużo dźwięków: muzyki, krzyku dzieci i plusku wrzucanych kamyków. Odpuściliśmy więc i podreptaliśmy na spacer dookoła stawu.
 


Na deser dla taty podjechaliśmy na Kukułek by Marcin odbył mały locik helikopterem. To właśnie pasja mojego męża i czasem towarzyszymy mu jako obserwatorki na łące.
 


 
Niestety helik odmówił posłuszeństwa przy drugim locie. Wróciliśmy więc do domku.

 
 Jak widać można jednego dnia robić wiele ciekawych rzeczy, by jak najmniej siedzieć przed telewizorem. Spróbujcie! Jutro będziemy mieć dla Was niespodziankę - zapraszam!
 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz